piątek, 6 stycznia 2012

Co powstaje ....










Zafascynowana wciąż robótkami mam na warsztacie sweter z kolorowej włóczki Himalaya Padisah. Kupiona na Allegro u Kamini. Włóczka jest dosyć gruba, miękka a zarazem jakby dziwnie elastyczna. Ściągacz robiony słupkiem reliefowym od przodu i od tyłu. Przód wzorem fantazyjnym. Na razie tak to wygląda jak na zdjęciach.Wzór swetra za czerpany z Dama w swetrze nr. listopad-grudzień 2011.
No i kolejna chusta znanym wzorem, który obiega całą sieć w margerytki.Z włóczki Angora Ram. Bardzo wydajna i miękka. Jak skończę pokażę całość. Pozdrawiam wszystkie miłośniczki robótek. Houk !

czwartek, 5 stycznia 2012

Pimposhkowe urodzinowe Candy!!!



Pimposhkowe urodzinowe Candy!!!

Do wygrania jest cudna włóczka ach ... !Spróbuję szczęścia, a nóż się uda :)

Pozdrawiam właścicielkę Bloga !

środa, 4 stycznia 2012

O rok starsze ....



Do napisania tego postu skłoniło mnie po prostu życie. Minął kolejny rok, minie też kolejna zima, będzie przedwiośnie, niebawem zakwitnie bez i rzepak, za króluje lato, potem jesień. Opadną liście i znów zima, ten czas tak szybko ucieka, żyjemy w ciągłym pędzie, w biegu przecież jeszcze tyle do zrobienia, tyle marzeń, tyle planów ... Jutro szczególny dzień. 5 styczeń, Julia kończy 7 lat. Dlaczego o tym piszę ? Bo to był szczególny okres w naszym życiu, pełen przemian, burz i rewolucji. Wraz z narodzinami córci i radością, ze jest piękna i zdrowa, życie stanęło do góry nogami, runęło bezpowrotnie i nic nie było już takie same jak wcześniej. Odeszła moja babcia, która zastępowała mi matkę, runęło też małżeństwo i tak zostałyśmy same bez środków do życia, bez rodziny, na ludzkich językach. Ciężko było, ale przetrwałyśmy dzięki samozaparciu, pasjom, dążeniu do celu, chodź nie powiem, że czasem czułam się jakbym tonęła i coś strasznego ciągnęło mnie na dół, zabierając tlen i radość z życia. Nie wspomnę już o tym, że trzeba było liczyć każdy grosz, każdą kromkę chleba, ze trzeba być silnym, zaciskać zęby i do przodu... Ale do rzeczy ...pragnę powiedzieć tak po ludzku, ze pomimo tych ciężkich chwil nigdy nie należy się załamywać, że "wszystko i tak przemija" jak mawiała moja św. p babcia, że w tym ciężkim okresie spotkałyśmy też ludzi dobrych, ze tacy jeszcze są naprawdę, że coś czuwa jednak nad nami i chcę wierzyć, że jednak będzie dobrze. Bo cholera z tym, że znów państwo daje popalić, zabierają część etatu, ciągłe podwyżki i dokręcanie śruby. Mamy jeszcze siebie i to jest chyba najważniejsze. A co ma być to i tak będzie :) Po 7 latach chudych przecież przychodzą tłuste ... :))) Julia jest szczęśliwym dzieckiem, to kipiący wulkan pełen energii, przebojowa dziewczyna z parciem na szkło, wszędzie jej pełno, tańczy, śpiewa, rysuje. Jest twarda z charakteru, silna, odważna, zupełnie inna niż jej rówieśniczki, nie bawi się też lalkami i nigdy nie bawiła, raczej rznie w piłę, jeździ z dziadkiem motorem, łazi po płotach. Typ chłopczycy w warkoczykach. Pyskata i przemądrzała, niepokorna i nieujarzmiona czego u niej najbardziej nie lubię, ale ja też taka jestem chodź zawsze cicha i spokojna w swoim świecie książek, muzyki, zdjęć.... Tak to wygląda. Trzeba wierzyć i cieszyć się tym co się ma. Posta tego dedykuję Julii i wszystkim tym, którym wydaje się, że nigdy nie wyjdą z mroku :) Houk !

czwartek, 29 grudnia 2011

Czas równowagi ...



Ten czas równowagi, między moją pamięcią, a zapomnieniem, ta podróż, którą odbyłam, nie tylko fizycznie, ale tam w środku gdzieś wewnątrz, gdzie tylko nieliczni mają dostęp uświadomił mi, że mimo wszystko tych ciężkich chwil, nie wolno pod żadnym pozorem zapominać kim się jest. Nigdy nie wolno zapomnieć swojego pochodzenia gdziekolwiek będę i z kim będę. Kim się stanę. Mimo wszystko życie tak szybko ucieka, świat pędzi jak wariat, a ja bym chciała być znów małą dziewczynką wypędzająca gęsi ze strumienia. Stanąć znów tam u szczytu góry, gdzie stał dom rodzinny prababki Anny i pradziada Mikołaja. Zbierać poziomki na słomkę. Z nią i tylko z nią. Że wszystko się pogmatwało i zmieniło kiedy dorosłam, kiedy odeszła wszystko stało się inne. Niemożliwe do ogarnięcia. W wigilię zadzwoniła ciotka Aniela, ostatnia z żyjących ciotek, było ich 8 sióstr, które z gór rozeszły się po świecie w poszukiwaniu chleba poprzez Tasmanię na Australii, Wrocław i Dolny Śląsk. Łzy stanęły mi w oczach i taka tęsknota za ciotkami, za babcią, za dzieciństwem, które może nie było najlepsze, ale najgorsze też nie. Ciotka w rozmowie nie poznała mnie , jestem przekonana, ze raczej nie będzie dane nam się już zobaczyć, z różnych przyczyn no chyba, ze wygram w totka, a ciotka stanie na nogi * Więc znów pytałam wuja, czemu one przyjechały tutaj na zachód, bo przecież powinniśmy być tam w górach. Bo ja o górach słuchałam całe życie, bo to ona tak tęskniąc, babka zasiała we mnie tą tęsknotę. I ja też tęsknię, ale już inaczej. Teraz wiem, ze po wojnie wróciły ze służby w Niemiec do domu,w Tatry, ale w domu bieda była, nie było co robić, nie było też dla nich miejsca i wróciły na zachód ciotki osiedlając się tutaj na wsi, po osiedleniu zabrały też matkę, która tutaj już jest pochowana. Ciotki towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo, to one były moją rodziną, po ich śmierci wszystko się zmieniło, ta więź rodzinna umarła i tutaj mało kto został. Mieszkam w tym domu, gdzie babcia się osiedliła w 54 r. wciąż jestem chodź ja też pragnęłam wyrwać się stąd przyznaję, bezrobocie itd. ale wciąż jestem, są zdjęcia, wspomnienia, pamiątki. Rośnie też nowe pokolenie. I znów uświadamiam sobie, ze czas tak szybko ucieka, jest bezlitosny, ze w tym biegu za pieniądzem, w tym dorosłym życiu tak często zapominamy kim jesteśmy i kim byliśmy. Że byliśmy też dziećmi. Że biegało się też po drzewach, skakało na sianie, broiło itd. I człowiek miał inne spojrzenie na ludzi, był czysty i ufny. Patrzył na świat w tą naiwnością w zadziwieniu. Myślę, ze mimo biegnącego czasu wciąż jest w nas to dziecko, to dzieciństwo, ten las, ten dom i to drzewo, do którego wciąż tęsknię. Ta muzyka, to życie, które było, którego nie można się wyprzeć.
Święta spędziłam iście po góralsku, z sianem pod stołem, a w sianie cukierki i orzechy dla dzieci. Z góralską kwaśnicą, kapucha z fasolą, uszka, barszcz to wiadomo. Pasterka, a po niej mięsiwo, udziec w kaszy i wujkowa śliwowica taka, że hej ! Z kolędowaniem do rana....było granie na harmonii i wspólny śpiew... Wszystkiego Dobrego w tym Nowym Roku wszystkim odwiedzającym mój profil :))) hej !

środa, 21 grudnia 2011

Szydełko moja miłość - tunika




Jako, ze dziś nie było nikogo pod ręką do zrobienia dobrych zdjęć tuniki spróbowałam zrobić je sama ze statywu gdyż ciemno w mieszkaniu i nie pora teraz na zdjęcia właśnie z braku światła). Tunika zrobiona z nici bawełnianych Sonata. Uwielbiam ją. Mam nadzieję, ze widać cokolwiek.
Dziś sypnęło śniegiem i ciapa wrrrr.... Pozdrawiam odwiedzających Houk !
I Panią Dorotę co robi fantastyczne swetry. Dziękuję za dodanie mnie do obserwowanych. Pani prace normalnie zachwycają, powalają, lamią serca, a zarazem dodają skrzydeł. Jak się tak napatrzę, napatrzę na te cudeńka to od razu chwytam za druty. Wszystkiego dobrego, dużo pomysłów, dużo weny twórczej :)

wtorek, 13 grudnia 2011

Zimowo mi i spokojnie ...












Zimowo mi i spokojnie zaczyna się robić w tym przedświątecznym zamieszaniu. W tym roku wyjeżdżam w gości do górali więc w domu daję sobie na luz. Raniutko o świcie szron więc zima powoli wkrada się w nasze progi. Może sypnie śniegiem na święta, były fajne zdjęcia, ale jak pomyślę sobie o zeszłorocznym odśnieżaniu kiedy to przez podwórze nie dało się przejść rano zanim ktoś nie wydeptał ścieżki albo nie chwycił za łopatę, sanki są fajniejsze od przemoczonych butów, moje zeszłoroczne są do wyrzucenia :) A z drugiej strony co to za święta bez śniegu, ale pamiętam taki Sylwester gdzie na imprezę w pantofelkach śmiało poszłam, i styczeń w Szczecinie gdzie było 11 stopni ciepła. W każdym bądź razie marznąć nie lubię, ale jak to mówi Marek Kamiński polarnik "Wszystko zależy od naszej psychiki".
U Was wszędzie świątecznie na blogach , a ja jeszcze palcem nie kiwnęłam, chłopak mówi, zrób miejsce w zamrażarce, bo trzeba może karpia kupić, jakiego karpia myślę, przecież jeszcze do świąt trochę czasu, a tu już 13 za pasem i ogarnia mnie przerażenia, znów gonitwa po sklepach za prezentami, co komu i w ogóle ....w głowie mojej tylko, żeby komin zdążyć wydziergać do świąt i ubrać. Rudy !!! Boski ! Cudowny ! że włóczki trzeba zamówić bo brakło. A wczoraj skończyłam tunikę. Zdjęcia wkleję przy okazji. Pozdrawiam odwiedzających. Houk !