Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

Jesień niech trwa ...

Z jej życia zniknął na stałe już kilka lat temu, z jej osobistego komputera nie dawno. Dopiero wczoraj się zorientowała, ze od jakiegoś czasu nie ma go na Face boku i zrobiło jej się naprawdę żal. To jedyne co ją z nim obecnie łączyło, te krótkie informacje , które znajdowała w sieci. Że leci do Polski, że wraca na Wyspy. Czego dziś słucha, jaki ma nastrój. Oglądała zdjęcia. Że zeszłej nocy znów zachlał mordę, o tym wolała nie czytać, ale czytała i zastanawiała się kim teraz jest , czasem po prostu nie dowierzając w jego puste słowa. Mimo to chciała wiedzieć, chciała mieć pewność, że żyje i nic mu nie jest, że te jego balansowanie na granicy kiedyś się skończy. Ten jego ciągły krok od śmierci. Ostro żył. Wciąż chciała, aby był szczęśliwy. Czy tęskniła? Nie, nie tęskniła. Czasem po prostu brakowało jej tego poczucia wolności , które jej dawał, a którego brakuje jej w tym nowym życiu. On po prostu mówił : Rób co chcesz. Rób jak uważasz. Ale nie, nie w tym sensie, ze gówno mnie obchodzi co robisz i czego chcesz w życiu, on po prostu nigdy-nie-bywał - zaborczy. Nigdy! Bo ona mężczyzn, którzy próbowali trzymać ją krótko na smyczy omijała. Już taka była nieokiełznana i tylko on potrafił ją zrozumieć i ugłaskać. Tę jej szarpaninę, kiedy chwytała za aparat i gnała tam gdzie jest niebezpieczeństwo, gdzie ból, ludzkie nieszczęście, wojna i strach w oczach kobiet i dzieci. Wciąż była dobrą reporterką, nawet bardzo. Przymknęła oczy i pomyślała o tych setkach emaili, które do siebie napisali. Jak ciężko czasem było utrzymać taki związek „za wszelką cenę”. Dopiero nie dawno zdała sobie sprawę, że to jej wina, po prostu brakło jej sił i to zakończyła. Krótko, dosadnie, jednym cięciem. Nie kocham Cię już ! Ale to nie była prawda, jej po prostu brakło cierpliwości w tym wszystkim. Bo ile można czekać kiedy znikał i wracał do jej życia ponownie?? Wtedy pragnęła go naprawdę. Życia z nim, nieważne gdzie. Była gotowa na wszystko kiedy uciekała z nim w październiku. Kiedy musiała wracać do swojego życia kilka miesięcy później już nie była taka pełna wiary i optymizmu. Jak to niektórzy mówią życie to nie bajka. Teraz się cieszy, że nikt już o to nie pyta, gdzie zniknęła i z kim. Odpowiadała, że Egipt, że Turcja, przez moment Afganistan potem Rosja. Była w swoim żywiole, jak zawsze, tam gdzie się coś dzieje. Tematów nie brakowało. Setki nowych zdjęć do kolekcji pełne rozpaczy i emocji. Tylko czasem kiedy siedziała w brudnym pokoju hotelowym nadsłuchując skąd odchodzą strzały myślała o tym mieszkaniu na parterze. Pięćdziesiąt cztery metry ich wspólnego raju. Dwa pokoje bez mebli i zasłon, tylko gruby materac, mały przenośny telewizor i kosz na ubrania. Łazienka z małą wanną, kuchnia bez lodówki. Była zima, żywność chowała za oknem. To nic, najważniejsze, że wreszcie mogli być razem. Mogli zasypiać razem, tylko to się liczyło, ucho przy uchu słuchając jak przez cienką ścianę sąsiad brzdąka cicho na gitarze. Czasem ktoś ten koncert przerywał głośno waląc w rury. Echo wtedy niosło w całym pionie, a oni śmiali się do rozpuku. Czasem czytali razem leżąc pod kocem na materacu. Czasem po prostu pakował ją w starego fiata uno i jechali na poszukiwania skarbów, brali stary wykrywacz, który kiedy kupił od znajomego i łazili godzinami po polach i lasach. Na trzydzieste urodziny kupił jej nie najnowsze perfumy Natalii Portman lub Salmy Hayek, ale starą lampę na biurko. Żeby mogła pisać, także w nocy. Kochała stare rzeczy. Rano jak już wychodził, jeszcze taką zaspaną zawsze całował w brzuch, tak na dzień dobry i długo tulił na progu. Biegła potem przez całe mieszkanie, żeby jeszcze zobaczyć go z okna, jak odjeżdża. Kiedyś po prostu nie wrócił o stałej porze, ani w nocy ani na drugi dzień. A ona szalała z niepokoju, obdzwoniła wszystkie szpitale i posterunki policji w okolicy. Potem przysłał właścicielkę mieszkania, która skrupulatnie liczyła wszystkie klosze w mieszkaniu, stan licznika i opłaty do uregulowania za ostatni miesiąc. Jej świat się zawalił. Umowa najmu kończyła się i musiała się wynieść , właścicielka dała jej trzy dni. Trzy. Przez pierwsze dwa na zmianę przeleżała na podłodze pod kaloryferem , na podłodze pod oknem. Materac. Jak pies czekając na swojego pana. Trzeciego dnia posprzątała mieszkanie, umyła podłogi, zrobiła makijaż i wyszła zamykając za sobą drzwi. Klucze wrzuciła do skrzynki na listy tak jak obiecała. Tylko wychodząc przed blokiem nie zauważyła, ze jego samochód wciąż tam stał na parkingu przy drugiej klatce. To dopiero był smutny widok. Nie takiego życia sobie z nim wyobrażała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że znów zaufała i dała się ponieść emocjom. Zakochała się , ale to nie było prawdziwe jej życie. Teraz dopiero po latach w końcu poczuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi. Czasem tylko wydaje jej się, że udało jej się zapomnieć o wszystkim, a czasem wciąż go czuje między swoimi udami. Na plecach, jego dłonie znów we włosach. Tylko wtedy jej poduszka jest mokra od łez.

czwartek, 18 kwietnia 2013

"Motyle życie"...fragment

Witam ponownie. Dziękuję wszystkim za komentarze pod ostatnim postem. Tak prawdę mówiąc to powstrzymały mnie one od sprucia firany i tak jakoś powiem szczerze nie mam do niej serca teraz. Posłuchałam Waszych rad, firana wykrochmalona suszy się. Co dalej zobaczymy. Dziś chcę Wam opowiedzieć o zupełnie innych rzeczach szydełko zostawiając poza sobą. Kiedyś chciałam pisać, tak naprawdę, ale widocznie jakoś nigdy nie trafiłam na odpowiednie słowo. Oprócz wierszy, kilka opowiadań nie powstało nic wielkiego. Mój ojciec zawsze wspomina, że ja jak byłam mała to chowałam się w kąciku i coś tam zawsze pisałam, no ale kiedyś faktycznie było tak, że zapragnęłam pisać. Pod koniec lat 90 kupiłam używaną maszynę do pisania w komisie i zaczęłam kombinować. Nie wiem czemu, ale zawsze stukot maszyny do pisania nakręcał mnie. Powstało ponad 80 stron maszynopisu, potem urodziła się Jula i trauma, rozwód, który zabrał kilka lat z mojego życia, potem nie robiłam nic, nie byłam w stanie pisać. A potem zakochałam się w fotografii i większe pisanie szlak trafił powieść zeszła na plan dalszy. O czym chciałam wtedy napisać? To było jakieś 10 lat temu, a dziś pewnie napisałabym to inaczej, w każdym bądź razie widzę tam mnóstwo błędów stylistycznych, ale co tam, zawsze można powtórzyć, poprawić, zmienić coś i ulepszyć. Wtedy miało być o miłości oczywiście, samotności, a przede wszystkim o igraniu z własnym życiem. Proszę tylko nie oceniajcie mnie, jestem grafomanką !!!! JAKUB Wracał swoim Subaru Forester w wersji kombi okrężną drogą, do Rutki-Tartak gdzie mieszkał. Kupił tam stary młyn z 1926 roku, który został przebudowany na pomieszczenia mieszkalne. Młyn od dawna posiadał elektryczność i był położony w malowniczej otulinie Parku Krajobrazowego. Jakub czuł się tam dobrze. Oprócz tego, że latem i zimą mógł aktywnie spędzać czas pływając w jeziorze czy uprawiając narciarstwo biegowe, stworzył on swój własny świat, w którym poznawał rzeźbiąc i malując, czytał, słuchał muzyki. Smakował też poezję i kuchnie świata. Zbierał płyty i starocie z cyny ozdabiając nimi swój dom. Był też polarnikiem, wyruszał na swoje długie wyprawy. Miał za sobą kilka zimowań na Biegunie Północnym. Tak, i był samotnikiem. Tułaczem, niespokojnym duchem! Miał w sobie też bestię, która nie pozwalała mu zagrzać na długo nigdzie miejsca, wtedy wyruszał na swoje samotne wyprawy. Bywało, że bestia została uśpiona wtedy wracał do swojego młyna w otulinie i odpoczywał sącząc wieczorami wino, a w dzień malując. I czekał nabierając sił, aż bestia ponownie się w nim zbudzi. Jechał wolno, sypał gęsty śnieg, wycieraczki nie nadążały zgarniać. Chciał przyspieszyć, ale wolał nie ryzykować ponieważ warunki klimatyczne nie sprzyjały szybkiej jeździe. Po za tym był po kilku głębszych więc w ogóle nie powinien wsiadać za kierownicę. Wcale się tym nie przejął. Bolała go tylko głowa i czuł lekki niepokój. Chciał jak najprędzej się położyć i uciec w sen. Uchylił okno, poczuł siarczysty mróz na twarzy, zaczerpnął głęboko powietrza. Uuuuu! Mróz !-westchnął. W radiu "My imortal",za pięć dwunasta.... . Zamknął okno, ciemna kurtka spoczywała na siedzeniu obok. Jego niepokój wzrósł maksymalnie i zwolnił. Serce biło mu szybciej, podniosło mu się ciśnienie, ból w skroniach nasilił się. Takie tępe pulsowanie dookoła czaszki. Poczuł, że coś jest nie tak. Że za moment coś się wydarzy, coś co na zawsze już odmieni jego proste życie, bo wciąż wierzył we znaki, w sny i w przepowiednie, jak dzieciak. Śnieg nie przestawał padać, zatrzymał samochód na poboczu. Po obu stronach las. Tylko zdołał zdusić w sobie mdłości i zobaczył ją. Taką martwą. Z początku nie był pewien. Kobieta? Mężczyzna? Czyjeś ciało leżało w śniegu, kilka metrów od drogi. Rozejrzał się, dookoła ani żywej duszy. Cisza. Wycieraczki przestały pracować, a na szybie urosła nowa warstwa białego puchu. Szybko zaczął wyciągać ciało z głębokiej warstwy. Sprawdził puls. Był, więc jeszcze żyła. Organizm nie był do końca wychłodzony, jednego był pewien. Musiał działać szybko. Odgarnął mokre włosy z jej czoła. Kobieta. Sina, blada twarz, łagodne rysy. Nie miał czasu na oględziny, zaczął pośpiesznie ściągać z niej ubranie. Zauważył, że nie miała płaszcza, ani lewego buta. Był pewien, że niedługo leżała w śniegu, więc sprawca lub sprawcy nie mogli za daleko oddalić się od miejsca wypadku. Nie obchodziło go to za bardzo, chciał jak najszybciej przywrócić kobiecie krążenie nacierając jej ciało śniegiem, aby uniknąć wszelkich odmrożeń. Zauważył tatuaż. W takim intymnym miejscu, tuż pod pępkiem. Motyl, robiło wrażenie. Szybko zawinął kobietę w koc i wyciągnął telefon komórkowy. Poczuł się zupełnie trzeźwy. Zupełnie. Odruchowo spojrzał na zegarek. Dwudziesta czwarta pięćdziesiąt, miał niewiele czasu. Wystukał wybrany numer. Czekał. Dzień pierwszy Obudziła się z potwornym bólem głowy. Cała zdrętwiała szerzej otwierała oczy, myślała że śni. Ze spokojem przyglądała się ścianom w kolorze delikatnej mięty i jasnym zasłonom i pościeli. Patrzyła na ruch drzew, a za oknem prószył śnieg, pamiętała dokładnie. W prawym kącie rzeźba, w lewym stylowa lampa, piękna, wyglądała na ręczną robotę i fotel z wikliny. Na nim rzucona męska szara lniana koszula, zatrzymała na niej wzrok i w połowie otwarta książka. Żadnych kwiatów czy obrazów . Nie było też zegara, zupełnie jakby czas stanął w miejscu. I wtedy za szklanymi drzwiami dostrzegła jakiś ruch. Więc ktoś tam był. Obserwowała pokój z pozycji leżącej, oceniała sytuację. Próbowała sobie przypomnieć wydarzenia ostatnich dni. Dworzec i pociąg, później czyjś oddech, może muzykę i wino, twarz nachylającą się nad nią. Wreszcie ciemność i upadek w zimny śnieg, ale w głowie huczało i ciało łaknęło snu. Wsparta na łokciach opadła z powrotem na poduszkę. I ta pościel przyjemnie pachniała. I ruch drzew za oknem ustał. A może zwolnił? Usnęła. Pierwszego razu nie pamięta. Wykasowała to wspomnienie, tak jak kasuje się pełną skrzynkę wiadomości w telefonie. Drugi i trzeci raz był gorszy od pierwszego, a potem poszło już gładko, zamykała oczy i wchodziła w rolę jaką musiała grać. Z czasem to polubiła ... . I miała swoją ulubioną kawiarnię, gdzie można było spotkać przypadkowych mężczyzn. Wchodziło się do niej przez herbaciarnię, schodkami w dół. Wejście do niej umieszczone było po lewej stronie dworca, naprzeciw był parking i stacja CPN gdzie można było kupić papierosy, prezerwatywy i wódkę, wymienić też walutę. Kawiarnia była niewielka, przytulnie urządzona i oświetlona, na ścianie niewielki telewizor z telewizją Canal+. Kilka stolików z haftowanymi serwetkami świeczki z mosiądzu i ozdoby, a na ścianach stare obrazy, lampy naftowe i niespotykane końskie skórzane siodło wraz z uzdą. Dużo koszy z wikliny. W prawym kącie kawiarni stare kute łóżko, z fantastyczną kapą robioną ręcznie na szydełku w kolorze ecrui i kilka poduszek. Prawdziwe arcydzieło. Nad łóżkiem wisiało lustro. Przy wejściu mały skromny barek. Młody kelner polerował szklanki zerkając w stronę gości. Julia najbardziej lubiła domową atmosferę tam panującą, wówczas zamawiała kawę w białej, chińskiej filiżance, a czasem piwo z sokiem. Pozwalała też sobie na ciepły posiłek, zwłaszcza w zimowe chłodne wieczory. Była też zapraszana na kolacje w głąb miasta. Śniadań nie lubiła. I nie zawsze też wychodziła z mężczyznami, czasami wystarczała tylko rozmowa. I w tym wszystkim, zdarzały się kobiety, które szukały pociechy i bliskości, jakiejś więzi. Julia uważała, że nikt tak nie potrafi zrozumieć kobiety, jak druga kobieta. Po za tym kobiece ciało było dla niej odzwierciedleniem wszelkiego piękna. A kiedy nie mogła już tego znieść, upijała się w samotności, w swoim małym mieszkaniu. Kiedy przebudziła się na dobre, siedział na przeciwko niej, z wyprostowanymi nogami. Miała wrażenie, że te nogi zajmują połowę pokoju, były takie długie. Pił kawę. Poczuła jej zapach i zemdliło ją. Najpierw spojrzała na jego dłonie, były fascynujące. Chyba najbardziej lubiła męskie dłonie, lubiła też jak miały nad nią władzę, jak ją czule głaskały tak jak tkliwie głaszcze się małego kotka czy pieska. Po włosach, plecach i piersiach. Rzadko miała takie dobre chwile. Uniosła się, na moment ich oczy spotkały się. Obydwoje oceniali swoje siły, przeszedł ją dreszcz. Cios prosto w żołądek. -No nareszcie się przebudziłaś - powiedział chrapliwym głosem -Zaczynałem się już niepokoić. Znienawidziła go od pierwszego momentu. -Nie najlepiej wyglądasz. Dobrze się czujesz? Patrzył na nią. Odwróciła wzrok, a on przyglądał się jej cieniom pod oczami, spuchniętym powiekom i włosom. Później, ale to później, kiedy świadomie zaczęła wciągać go w tą grę, powiedział, że było mu jej żal, ale tylko przez moment, bo w zasadzie nie ufa kobietom. I ona dla niego pomimo tej opuchniętej twarzy była zjawiskiem. Nigdy nie widział tak interesującej twarzy. Tak, właśnie tak powiedział. Nie pięknej, tylko "interesującej twarzy", o delikatnych, kobiecych rysach. I te bezbronne oczy, powiedział. I leżąc tak w jego sypialni, czuła się bezbronna. Dziwne -ale okradziona z resztek godności. Już wtedy była jak w pułapce, tylko nie zdawała sobie z tego sprawy. Ten dom to była pułapka. Jednego była pewna, pragnął ją. Pragnął od momentu kiedy ją ujrzał, wbrew sobie. Dureń! I ta myśl przeraziła go. Przez moment miała wrażenie, że jego twarz wyraża zakłopotanie. Na tą myśl miała ochotę wzruszyć ramionami i nie mówić nic. A on siedział sztywno i czekał, aż ona powie cokolwiek, chociażby zwykły komentarz odnośnie pogody. Cokolwiek. Ale problem tkwił w tym, że ona nie mogła się zdobyć na zwykły komentarz, na głupie, zwykłe "hej!". Czy żądał wyjaśnień? Uparcie milczeli. W popłochu odwróciła twarz w kierunku okna. Patrząc na niego, zdała sobie sprawę, że już wie jak będzie wyglądał za kilkanaście lat, że będzie miał nieliczne zmarszczki wokół oczu. A bruzdy wokół ust zagłębią się, na skroniach już pokazał się pierwszy siwy włos. Miał ciemne włosy prawie czarne. Na policzku lekki zarost, nie miał ostrych rysów i mocno zarysowanej szczęki, jak u niektórych mężczyzn ,których spotykała. Raczej łagodną twarz, miękkie usta, dolna warga lekko wypukła i zielone oczy. Budził zaufanie. -Gdzie ja jestem? -pierwsza przerwała milczenie. -Spokojnie ...,miałaś wypadek -odpowiedział. -Wypadek ??-usłyszała swój szept i zamarła w krzywym grymasie i zrobiło jej się wstyd. -Nic nie mów. Musisz odpoczywać, chciałem się tylko upewnić, że już wszystko w porządku z tobą. Potem porozmawiamy, jeśli będziesz chciała. Zjesz coś? Musisz coś zjeść -dodał szybko. -Może potem ... . -Prześpij się jeszcze, ja zejdę na dół, jeśli będę potrzebny zawołaj po prostu ... . -Tak, oczywiście ...,a a a .... jak? -Jakub. -Julia -powiedziała cicho. -Słuchaj Jakubie...,czy my? no wiesz ...,o co chcę zapytać. -Co?- odpowiedział -Nie, nie tknąłem cię ...,nic z tego -spiorunowała go wzrokiem. Miała ochotę go zabić. -Chciałam wiedzieć, przepraszam, że pytam. -Masz prawo pytać, a tak w ogóle to pamiętasz coś? Poruszyła głową . Nie! Nie pamiętała, nie chciała pamiętać. Bo i po co? I on nie mógł się dowiedzieć kim naprawdę była i co robiła tamtej nocy. Nigdy! -Chciałem ci tylko powiedzieć, że zostałaś wyrzucona z auta i ja cię znalazłem to ledwo żyłaś -dodał -Pójdę już...,będę na dole jakbyś czegoś potrzebowała, prześpij się ,sen ci dobrze zrobi .Może wróci ci pamięć? -powiedział sarkastycznie i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Nie opuszczało ją wrażenie, że go zna, ale to było tylko złudzenie, wstrętny żart. Sen. Chciała otworzyć oczy i obudzić się w swoim świecie. Wciąż tam tkwiła. Plama na ścianie. Przygotowywał posiłek, jajka, bekon, ciemne pieczywo, ona nie chętnie w tym uczestniczyła. Nie odczuwała głodu, patrzyła na niego jak krząta się wokół stołu w taki seksowny, drapieżny sposób. Rozstawia talerze, nalewa kawę, układa pieczywo, ser i pomidory. I serwetki nie pasujące do całej sytuacji. Brakowało jeszcze płonących świec! Była zła. Czy to miał być kulturalny posiłek zjedzony tylko we dwoje, w intymnym porozumieniu, bycia tylko razem i tylko? Więc patrzyła tępo w zamyśleniu. Czy był w stanie zrobić krzywdę bezbronnej kobiecie? Dlaczego zaczęła odbierać go jako sprawcę. Siebie jako ofiarę. Do czego on mógłby się posunąć? Błąd. Do czego ona była zdolna? I czy chciała się tam właśnie znaleźć? Był wściekły. Był zły, że nic nie je, ale nie pokazywał tego po sobie. Ona siedziała z opuszczonymi ramionami, jak zbity pies. Nie chciała, nie mogła, nie potrafiła. Nasuwały jej się kolejne skojarzenia. Jego dłonie przy jej twarzy. Jego dłonie przykrywają jej szczupłe palce, wodzi oczami po jej ciele. Jest blisko, bardzo blisko. Była żałosna. Miała nadzieję, że coś zdradzi, może chciała ujrzeć panikę, a może brak pewności siebie ,ale ani jedno ani drugie nie była w stanie wyrazić ta jego kamienna, przeklęta twarz. -Nie patrz tak na mnie! -powiedział głośno- Nie uprowadziłem cię i nie trzymam cię tu siłą! Droga wolna! -Źle się z tym czuję. -A powinnaś się źle czuć? Okay! Okay! -podniósł ręce w geście rezygnacji - Nie moja sprawa! Nie chcesz, nie mówisz. Jutro odwiozę cię do Suwałk, z stamtąd dostaniesz się wszędzie gdzie tylko będziesz chciała. Teraz nie radzę, robi się ciemno, a do następnej wioski kilka kilometrów, pociągów tu nie ma, autobusów o tej porze też nie. -Dobrze. -Módlmy się tylko, żeby śnieg nie zasypał dróg, bo wciąż sypie. -Żartujesz? -Nie, tutaj to się zdarza... . -O boże -westchnęła -i skurczyła się w sobie jeszcze bardziej. -Czym się zajmujesz? - spytała. -Z wykształcenia - malarz, a z zamiłowania polarnik. -Artysta w ekstremalnych warunkach? -Coś koło tego. Mam tutaj swoją pracownię, jeśli nie jestem na stacji badawczej to maluję. A ty czym się zajmujesz? -Z wykształcenia jestem ... tłumaczem ... języka rosyjskiego... . -A z zamiłowania? Pracujesz? -nie odpowiedziała. Co miała mu powiedzieć? Była nikim. Była niczym ze swoją nieudolnością, ze swoją zwichniętą miłością, ze swoim nędznym motylim życiem. Nie potrafiła nikogo zatrzymać przy sobie. A może nikt nie potrafił jej zatrzymać? Z całą prędkością rozpędzony pociąg nad przepaścią . Ona taka była .... Dzień trzeci I drogi faktycznie były nie przejezdne, a ona czekała, aż przyjdzie odwilż. Żeby przestało chociaż padać, myślała . Odzyskała swoje ubranie. Wczoraj stojąc pośrodku tej przepięknej kuchni, na boso. W jego kremowej koszuli, z którą już się oswoiła, miała ochotę śmiać się i płakać głośno. Chciała zrobić cokolwiek. Zranić go na przykład. Rozbić z premedytacją szklany wazon, wybiec na zewnątrz! Uderzyć go w twarz! Motała się, nikt nie wiedział jak bardzo. I było jej z tym źle. No jak? Pytała siebie, jak mogłabym uderzyć tą piękną twarz? Bała się .Bała się reakcji na jego bliskość ,w sposobie w jaki krzyżował ramiona było coś takiego, co budziło w niej uczucia, o które dawno przestała się podejrzewać. W jej oczach wyglądał jak ktoś zagubiony. Czemu chciała go tulić? A on był niedostępny. Mijali się, samotne dmuchawce na wietrze. W tym domu posiłki jadali jedynie wspólne. W radiu komunikaty, zamiecie i zaspy. W kąpieli, sińce na przegubach rąk zbladły -zauważyła. I na prawym policzku również znak wielkości mandarynki, rozcięta dolna warga. Wcześniej nie patrzyła w lusterko, nie chciała w nie patrzeć. Jej ciało już nie było jej, ta obca kobieta, która patrzyła na nią. Z jej ust wyzierała samotność. Schudła, twarz dziwnie wyostrzyła się, był w niej dramatyzm przeniesiony jak z "Szamanki" i ta bladość mogła porazić każdego. Ale ciało miała ładne. Szczupłe ramiona, mocno zarysowany obojczyk, delikatny i kruchy kark. Uwielbiała jak jest całowany i pieszczony, lubiła czuć na nim szept gorący oddech, wilgoć i szorstkość języka. Przymykała wtedy oczy i wstrzymywała oddech prężąc ciało na kilka długich minut, czuła wtedy jak ciepło rozchodzi się wzdłuż kręgosłupa i krąży w niej. Miała okrągłe, niewielkie piersi, szerokie biodra. Była wąska w talii. Kilka pieprzyków na brzuchu, piersiach ,jeden na szyi, w tym mocno pulsującym, ciepłym miejscu. I tatuaż. Miała piękne stopy, paznokcie pomalowane w kolorze mocnej wiśni. Zawsze malowała paznokcie u stóp, zimą też. Nigdy nie korzystała z solarium. Wieczorem usłyszała go w salonie, dobiegła ją muzyka : Sting "Send Your Love", stanęła cicho w drzwiach i oparła się o futrynę. Przeszkadzam ?-usłyszała swój lekko zachrypnięty głos. -Nie. Spojrzał na nią, tak inaczej i dłużej niż zwykle. Z głośników: "Inside" kolejny kawałek ..., przeważnie już po chwili odwracał wzrok, ale tym razem było to coś innego, głębszego .Chyba zaczynali akceptować siebie. Jakaś niewidzialna więź zataczała swój krąg wokół nich. Gra zaczęła się toczyć ... . -Napijesz się odrobiny wina? -spytał. I poczuła, że lód zaczął całkowicie pękać.... . -Usiądź -wskazał jej na fotel i usiadł naprzeciwko niej, na moment zapadła cisza i "Dead Mans Rope". -Miałaś dużo szczęścia. -Szczęścia? -Tak, dużo szczęścia ..., pamiętasz coś lub kogoś? -Nie - zaprzeczyła -Nie, nie pamiętam nic, zupełnie nic. -Naprawdę nic? Dziwne, że nic nie pamiętasz. Skąd jesteś w ogóle? -Z Wrocławia -odparła cicho. -Kobieto! -wykrzyknął- To taki szmat drogi, a ty nie wiesz skąd się tu wzięłaś?! A samochód? Pamiętasz? -Jaki samochód? -Nie udawaj wariatki, musisz coś pamiętać! -podniósł głos. -Powtarzam ci -powiedziała twardo -Nie pamiętam nic, chciałabym ....,chciałabym pamiętać -dodała. Chciałabym wrócić do domu. -Wrócisz. Nie przejmuj się. Był rozczarowany, że nic nie mówiła. Pytał i pytał, a ona nie mogła znieść tych jego pytań, tego krążenia wokół, by powrócić znów do początku, niczym jak na zeznaniach w miejscowym komisariacie, w kółko wciąż powtarzające się pytania. Bała się tych pytań. -I tak miałaś dużo szczęścia..., tamtej nocy. Bałem się, że pomyślisz sobie, że może ja mam coś z tym wspólnego, na szczęście nie mam. No nie patrz tak! Nie wierzysz mi? Wierzyła. W każde wypowiedziane słowo. W każdy gest. W każdy ruch jego warg i mimowolny dotyk języka, którym zwilżał swoje usta od czasu do czasu patrząc jej w oczy. Wierzyła i obserwowała go spod na wpół przymkniętych powiek. Czuła ciepło jego kolan, siedział na przeciw. Z głośników " This war ".Wino miało cierpki smak. Pamiętała wszystko. I Kie Rio typu kombi rocznik 2002 koloru czarnego, którą wynajęli w Warszawie i mężczyznę, długą drogę, szarpaninę. Wreszcie upadek w zimny, bezbarwny śnieg. Kłamała. Czy wiedział o tym? Prawda była taka : Nie pamiętała jego. Opowiadał on :Wracałem ze spotkania z kolegą, zasiedzieliśmy się trochę, nawet wypiliśmy ... taki tam męski wieczór, nic szczególnego. Ale wracałem okrężną drogą, nie bałem się jechać po kielichu. Jechałem powoli było już późno, zrobiło mi się dziwnie i zjechałem na pobocze, chciałem trochę ochłonąć, może zapalić papierosa. Pamiętam padał śnieg i mróz trzymał tamtej nocy. Wtenczas właśnie cię zobaczyłem.... .Cholera! W jednej chwili wytrzeźwiałem! Leżałaś na poboczu, prawie pod samym lasem, częściowo przysypana. Tak. Tak. Twarz miałaś w śniegu i leżałaś na prawym boku, nogi rozrzucone bezwiednie... . Wyglądałaś jak martwa. Martwa! -spojrzała na niego -Martwa! Byłam martwa, jestem martwa. Moje ciało jest martwe, moje wnętrze. Nie potrafię już kochać!- słuchała dalej- Chciała, aby oprawca ją zatłukł, aby porzucił ją w tym śniegu, chciała. Bardzo. Myślałem, że nie żyjesz, sprawdziłem puls, w takich warunkach dochodzi bardzo szybko do wychłodzenia organizmu. Szanse na przeżycie maleją z każdą chwilą, jeśli pomoc nie nadejdzie w miarę szybko. Byłaś bardzo wychłodzona, ale dzięki Bogu oddychałaś, nie chciałem mieć na karku policji, a do gwałtu chyba nie doszło..., cudem nie masz też żadnych odmrożeń. -Do gwałtu?- powiedziała tak cicho, że ledwo mógł ją usłyszeć. -Musiałem się tobą zająć, nie mogłem cię tak zostawić. Widział cię też lekarz i resztę znasz ... . -Więc uważałeś mnie za ofiarę - myślała w duchu nie przestając patrzeć na jego dłonie jakby w nich szukała odpowiedzi - Byłeś pewien, że napastnik kimkolwiek był, wyrzucił mnie z samochodu. Pewnie został spłoszony, a może to pijany wielbiciel upił cię po czym chciał cię wykorzystać, ale wytrzeźwiał w jednej chwili, kiedy zaczęłaś się bronić i wściekły pozbył się ciebie. Rozważał, kombinował, analizował, Julia milczała. Jej oczy kłamały. Nie wiedział, że nie chciała się bronić. Że całą sytuację sama sprowokowała. Chciała być tą ofiarą. "I tak miałaś dużo szczęścia", bębniło jej w uszach. Mia-łaś..., du-żo...,szczę-ścia...,dużo...,szczę-ścia ...,szczę-ścia ..., ścia .., aaaa ...a! Jak miała mu powiedzieć prawdę o sobie? Uratował jej życie, a ona nie potrafiła mu być wdzięczna. -Pozostań jeszcze kilka dni, odpoczniesz zanim odwilż...., Julio. Uśmiechnęła się blado i pierwszy raz usłyszała swoje imię w jego ustach. Julio, Julio to było tyle. C.D.N To zdjęcia z mojej ostatniej szwędaczki po lesie. W końcu po długim, zimowym śnie zaczęłam żyć. Pozdrawiam wszystkich, miłej lektury. Houk! Aneta

sobota, 29 września 2012

Próby - cz. I

Wciąż mówił do niej, aby nie przestawała pisać. Słyszysz ??- powtarzał. Miał piękny głos, taki męski i budzący zaufanie. Był czuły. Często mu powtarzała, ze mógłby być spikerem w radiu lub zwyczajnie pracować w telefonie zaufania. Śmiał się. Tak, tak wiem, powtarzał. I wciąż namawiał ją do pisania, ale ona wiedziała, ze robi to tylko po to, aby wyrwać ją z rozpaczy w jakiej była, z tego dołka i smutku. Coraz bardziej była przerażona tym co się ostatnio działo w jej życiu. Jechali, przed nimi była trasa Szczecin – Zielona i dalej. Przed nią podróż nie tylko w głąb siebie. Depresja ma wiele twarzy, ale ona było mistrzynią mistyfikacji , nie dawała po sobie poznać niczego, niczego tylko czasem kiedy zostawała sama w tamtym mieszkaniu dopadały ją te długie łapska i taki lęk w środku i ból nie do opisania. Stała tak nieruchomo, biała wykafelkowana łazienka z małą wanną najmniejszą jaką kiedykolwiek w życiu widziała i oknem na drogę. Kto widział w bloku wielkie okno w łazience? Więc spędzała całe dnie patrząc przed siebie wgapiona w to okno, parking koło domu i nowo wybudowany dom z elewacją w kolorze wielkanocnego kurczaka. Kto do cholery wymyślił taki wstrętny kolor domu, myślała, bo jej dom miałby zupełnie inny kolor . Może magnolii ?? Stała tak wgapiona paląc papierosy , jeden za drugim co jeszcze bardziej potęgowało jej lęki. Czasem leżała skurczona w tej wannie czekająca na niego. W tamtych chwilach z pewnością nie była szczęśliwa. Droga wcale nie była śliska, połowa stycznia była ciepła prawie, że wiosenna . Mimo to czekali na pierwszy śnieg, zimy w tym regionie nadzwyczaj są łagodne ale i wietrzne. Spojrzała w głąb auta , jej rzeczy, ubrania wciśnięte na tylnym siedzeniu, dziecko smacznie spało w foteliku. A z tył na tylnej szybie nocnik kaczuszka , musiało to zabawnie wyglądać dla osób jadących za nimi, ale jej nie było do śmiechu. Wracała do siebie, do swojego życia, mieszkania na Kościelnej . Do domu, za którym tęskniła - nie tęskniła sama nie wiedziała co czuje, kochała człowieka, z którym musi się rozstać, ale to tylko na chwilę, na jakiś czas, uspokajał ją. Starała się nie płakać, nie przy nim. Straszne, żeby wiedział co czuje, żeby się chociaż domyślił, psia mać ! Skurwysyn ! Przecież musiał się domyślać, musiał wiedzieć co czuje przerażona, samotna kobieta. Nie domyślał się, bynajmniej nic nie dawał po sobie poznać. Zanim opuścili mieszkanie, stali tak wpatrzeni w siebie przez chwilę, nie padło żadne słowo, wiedzieli, że to musi się stać. Bagaże czekały spakowane, worki w ubraniach, garnki, patelnie, dziecięce zabawki. Była szczęśliwa w tym mieszkaniu na parterze. Chodź , jedziemy – powiedział i wyszedł pierwszy. Poszła za nim i jeszcze ostatni raz zerknęła na znajome drzwi i skrzynkę na listy. Wiedziała, że już tuż nie wróci nigdy. Miasto przywitało ich chłodem i z nieba zaczęły spadać pierwsze płatki śniegu. W pośpiechu wnosili bagaże, kartony, worki. I znów przeprowadzka, do tego drugiego życia, do tego mieszkania, w którym tyle złości i żalu, ale zanim odjechał poszli do parku. Czy to miał być romantyczny spacer i pięknej zimowej scenerii, bo widok ośnieżonych murów obronnych był niesamowity. Teraz już nie pamiętała o czym mówili i czy w ogóle było jeszcze cokolwiek do powiedzenia, wcisnął jej w rękę jeszcze jakieś pieniądze. Dbaj o siebie – powiedział- Będę dzwonić. Oparła twarz o jego kurtkę . Zaczęła płakać, śnieg zaczął sypać mocniej. Usłyszała tylko wracamy. Dziś, po tylu latach nie rozmawiają z sobą, ona ze swoją starannością stała się kurą domową, on nikim z cholernie wyostrzoną inteligencją i wrażliwością. Po ich bliskości nie zostało nic. Tylko Facebook , jakby innego świata już nie było i tyle z tego. Czasem znika na wiele długich tygodni i na jego profilu wieje nudą, a jej wiadomości do niego nie powracają do niej z żadną odpowiedzią . Żadnego cześć nawet. A zawsze mówił, że gdzieś kiedyś jeśli nie będą już razem, to zawsze będzie chciał wiedzieć co u niej, co u nich. Mówił o nich „moje dziewczyny”. Ona i jej córka. Kłamstwa! Kłamstwa ! Kłamstwa! Czuła jego dłoń, wciąż trzymał ją za rękę, a ona udawała, że śpi co chwilę żałując, że jednak dała się namówić na ten wyjazd. Jechali nad morze, to było na początku ich znajomości, praktycznie widzieli się wcześniej tylko kilka razy, ale przy nim, z nim się czuła tak jakby znała go od zawsze. 22 sierpień, pędzili autostradą by obejrzeć wschód słońca nad morzem, golfem „ciemną butelką”. Z nerwów rozbolał ją brzuch, już nie pamięta kiedy ostatnim razem tam była, w pierwszej klasie liceum ? Była podekscytowana, sam zaproponował, ze przyjedzie po nią późnym wieczorem, a jutro najpóźniej po południu będą z powrotem. Była wniebowzięta, tyle dla niej robił. -Śpisz?- zapytał. -Próbuję, ale z nerwów nie mogę zasnąć. - Denerwujesz się ? - A widzisz jakiś powód żebym się nie denerwowała ? Jasne, ze się denerwuję, przecież wiesz… -Wyluzuj proszę- powiedział i skierował jej dłoń w kierunku swoich ust. Poczuła jego ciepło. Niedługo będziemy na miejscu – zaśmiał się. Niedługo zobaczysz morze, będzie fajnie, zobaczysz… Widział jej zdenerwowanie i próbował ją uspokoić. Jeszcze jakiś czas temu nigdy nie dałaby się namówić na ten wyjazd, ale budził w niej ogromne zaufanie i jakaś fascynacja jego osobą wciąż rosła. Na początku chciała go tylko uwieść, sama nie wie co chciała sobie udowodnić i po co? Fakt była kokietką i imponowała jej jego troska o jej osobę na przykład wtedy kiedy strasznie bolał ją ząb, a on przyjechał specjalnie tylko po to, aby obwieźć ją po wszystkich stomatologach w mieście. Bo przecież Szymon nie miał dla niej czasu i współczucia. No właśnie Szymon …wciąż robił te swoje projekty, wyjeżdżał, wracał, wyjeżdżał, nawet nie zauważył jak ona ostatnio się zmieniła, prawie go nie było. Wciąż oddalali się od siebie, sama już nie wiedziała co jeszcze ich łączy oprócz wspólnego oglądania telewizji i dziecka. Było jeszcze dziecko przecież, a ona dla swojej córki była w stanie znieść wszystko, tyle, że ostatnio czuła się bardzo samotna, a mężczyzna, z którym teraz jechała dawał jej ogromne poczucie bezpieczeństwa. Imponował jej. Lubiła też jak prowadzi, urodzony kierowca, bo on cały samochód miał w jednym małym paluszku , nie byłoby rzeczy, której nie umiałby naprawić, a Szymon intelektualista i mól książkowy stał się ostatnio taki nudny. Kiedy wracał jego porozrzucane rzeczy po całym domu doprowadzały ją do szaleństwa, jego zużyte maszynki do golenia, które wciąż zostawiał na umywalce w łazience i resztki pasty do zębów i skarpetki koło łóżka. Nie lubiła tego. Okropność. Ale taki był wciąż roztargniony i w biegu, a ona zostawała sama z dzieckiem w ich mieszkaniu. Te dni kiedy miała czekać na niego były jak wieczność. Na początku, potem przywykła do samotności, a ostatnio to w ogóle straciła do tego wszystkiego serce.
Dojeżdżali do Gorzowa, było koło godziny pierwszej w nocy. Nie, nie była zmęczona, raczej była przejęta i właśnie w tej chwili zastanawiała się co powiedziałby Szymon gdyby ją teraz zobaczył. Gdyby ich zobaczył razem jadących w kierunku morza. Umar ł by z wściekłości czy zaszyłby się w swoich książkach jeszcze bardziej ? On był nad wyraz spokojnym facetem, czasami miała wrażenie, ze w ogóle nie jest zdolny do jakichkolwiek uczuć nawet nigdy nie próbował coś zmienić w tej kwestii, praca i tylko praca stała się jego domeną i lekiem na wszystko. Pragnienie posiadania jak najwięcej. Kasa, kasa to się liczyło najbardziej, a ona przecież wciąż była kobietą, była tu czekająca na niego w pustym domu. Próbowała walczyć, tłumaczyła go, że pracuje dla nich, utrzymuje dom, bo przecież nie pali ani nie pije, o kobietach też nic nie wiedziała, a że jest powściągliwy i zimny, taki już jest i już, nie mogło go już zmienić nic, nawet miłość do córki. Ale przegrała, bo fascynacja tym drugim mężczyzną była ogromna i to, że zaczynała pragnąć go wciąż bardziej doprowadzało ją do szału. Jak dotąd nie próbował ją dotykać, czasem przytulił, ale często rozmawiali o bliskości i swoich pragnieniach, wiedziała, ze to może się stać, że musi, jest nieuniknione jak cała ta reszta i życie jej do końca legnie w gruzach rozsypie się jak domek z kart. Czy się tego bała ? Tak, mimo to brnęła w to dalej na przekór wszystkiemu, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zaparkował blisko plaży, już z daleka było słychać szum fal i czuć było zapach jodu i morskiej soli. Zapach jej dzieciństwa, bo ona lato zawsze spędzała nad morzem. Kiedy wysiedli z auta było jeszcze ciemno. -Chodź pomóż mi, weźmiemy koce, potem może zrobić się jeszcze chłodniej. Zmęczona ?- zapytał. -Nie, nie, jest cudownie – powiedziała Ruszyła za nim w kierunku morza, wspinali się pod górkę, oboje w rękach nieśli koce, poduszkę, torbę. Zauważyła, że w ręku niesie dwa kieliszki i Martini. - To na dobry początek – powiedział- To nasz pierwszy wschód słońca razem. Uśmiechnęła się i zrobiło jej się tak jakoś ciepło na duszy. Na dworze był jeszcze mrok, szła tuż za nim próbując przyspieszyć mu kroku, stopy zapadały jej się w piasku, od strony morza było czuć chłód na twarzach. Po chwili udało im się znaleźć wejście na plażę po drewnianych schodach. Zatrzymali się tam , spojrzała przed siebie w ciemności próbując dostrzec jakieś szczegóły, zarys horyzontu i linię plaży, ale w tym mroku nie wiele było widać, ale czuła instynktownie, ze plaża jest pusta i przez chwilę w umysł jej wkradł się lęk, bo chyba zwariowała, co ona wyprawia z tym obcym mężczyzną na pustej plaży. Ale to nie był już obcy mężczyzna to był przecież Janek jej Janek , tak to zaczynała czuć, że okrutny los spłatał jej figla, bo co by było gdyby spotkali się kilka lat wcześniej, tak to sobie chciała wyobrazić właśnie, że poznali się na jakimś koncercie, że zakochują się w sobie nawzajem, a przede wszystkim nie mają przeciwko sobie całego świata. Kiedyś nawet rozmawiając z sobą na spacerze w lesie doszli razem do wniosku, ze przecież mogli się kiedyś gdzieś minąć, bo przecież on też często koncertował.
- A pamiętasz Jarocin 92? –pytał. -Tak, oczywiście- byłeś tam ?? - Każdego roku byłem… - A wiesz będąc z dzieckiem jeździłam na kolonie w Twoje okolice. - I myślisz o tym samym co ja – zaśmiał się i przytulił ją mocno do siebie całując w czoło. -Oczywiście, że całkiem możliwe jest, że w przeszłości spotkaliśmy się gdzieś nad jeziorem. - Tak? Wtedy też mnie podrywałaś? –żartował. -Ja??To przecież ty mnie poderwałeś pierwszy ! –zawołała oburzona. - Jak zwykle w żywe oczy łżesz – powiedział i popatrzył tak na nią tak, że znów zrobiło jej się gorąco. Co było w tym facecie, że tak traciła głowę dla niego i nie myślała ani o swoim dziecku, ani o Szymonie ani o domu. Wciąż żyła tylko chwilą kiedy mogli się znów spotkać, dotknąć, usłyszeć. Wówczas tylko to się liczyło. Odwróciła głowę w jego stronę, szum morza zaczął uspokajać jej skołowane myśli. Objął ją ramieniem jakby wyczuwając jej napięcie. Chodź, przytul się. Nie jest ci zimno?? – zapytał. - Nie, może trochę. - Zaraz zacznie się przejaśniać. Masz aparat ? - Tak. W torebce. Oparła głowę na jego ramieniu, stali tak nieruchomo przez chwilę czując morską bryzę na twarzach. Powoli zaczynało się jakby od horyzontu przejaśniać, razem czekali na ten moment, aż słońce wynurzy się z morskiej toni. Głodne mewy zaczynały krążyć nad falami swoim krzykiem obwieszczając, ze właśnie za chwilę wstanie nowy dzień. Na szczęście plaża była jeszcze pusta i mogli w samotności cieszyć się z sobą. Tak długo czekali na tą chwilę. Chwycił ją za rękę i poczuła się nagle tak jakby byli sami we wszechświecie i właśnie w tamtym momencie postanowiła, że będzie walczyć o ich miłość. Że zawalczy też o siebie, ze nie będzie już ukrywać swoim uczuć. Wreszcie niech cały świat się dowie o ich szczęściu. Bo ona jest już taka zmęczona tym ukrywaniem się i tymi kradzionymi chwilami, wyrzutami sumienia kiedy wraca do dziecka i do swojego życia. Nie umie sobie z tym poradzić, z jednej strony chce być z Jankiem i tylko o nim myśli nieustannie, a z drugiej strony jest jej rodzina, której naprawdę nie chciała krzywdzić. Ale instynktownie czuła, że to nie będzie takie proste, że czeka ich jeszcze długa droga zanim naprawdę będą mogli być razem. Słońce zaczynało wyłaniać się zza horyzontu i na plaży pojawiło się magiczne światło. Była zachwycona tym widokiem i w pośpiechu zaczęła pstrykać zdjęcia. Można powiedzieć, że zakochała się we wszystkich wschodach słońca. We wszystkich, w zimowych też i powoli zaczęła je kolekcjonować, nawet nie będąc już z nim kiedy pojawiało się słońce przypominała sobie tamtą wspólną chwilę. Chodź !- krzyknął i szarpnął ją za rękę ciągnąc w kierunku stromej wydmy – Wspinamy się tam ! - Od teraz to będzie nasza wydma ! – zawołał. - Nasza ? -Tak, nasza ? - I co ? Wrócimy tu jeszcze ?? - Oczywiście. Zawsze będziemy tu wracać, bo to przecież nasza wydma, nasze drzewo- powiedział i oparł się o sosnę, która tam rosła. Podskoczyła do niego w górę rzucając czapeczkę, w tamtej chwili w pośpiechu pstryknął jej zdjęcie. W tamtej chwili obydwoje zapragnęli aby wszystkie zegary świata stanęły w miejscu, aby czas przestał się wreszcie liczyć, żeby nic już się nie liczyło się oprócz nich. Spojrzała na zdjęcie w aparacie z zatrzymaną chwilą. - Chcę odejść – powiedziała cicho. Leżał do niej odwrócony plecami. Była noc, w pokoju cisza oprócz tykającego zegara, było blisko przed północą. Luiza nie mogła zasnąć przewracając się z boku na bok, nagle wypaliła. Jej głos zamarł w powietrzu. -Chcę odejść- Powtórzyła. Sama się zdziwiła jak spokojnie to zabrzmiało w jej ustach, zupełnie jakby powiedziała: Od jutra zapowiadają burze albo Ciotka Wanda dzwoniła pytając o ciebie. Przez chwilę nie odpowiadał. -Ja nie mogę już tak dłużej Szymon …nie potrafię. - W mojej rodzinie nikt się nie rozchodzi– odpalił krótko. -Zrozum …ja już nie potrafię tak dłużej. Kim ja dla ciebie w ogóle jestem ? No kim ?? - Przestań… -Proszę ….- poczuła jak łzy zaczynają zbierać się pod jej powiekami. -Nie chcesz być ze mną to idź się powieś! –usłyszała.

wtorek, 6 marca 2012

Bez tytułu




Z jej życia zniknął na stałe już kilka lat temu, z jej osobistego komputera nie dawno. Dopiero wczoraj się zorientowała, ze od jakiegoś czasu nie ma go na Face boku i zrobiło jej się naprawdę żal. To jedyne co ją z nim obecnie łączyło, te krótkie informacje , które znajdowała w sieci. Że leci do Polski, że wraca na Wyspy. Czego dziś słucha, jaki ma nastrój. Oglądała zdjęcia. Że zeszłej nocy znów zachlał mordę, o tym wolała nie czytać, ale czytała i zastanawiała się kim teraz jest , czasem po prostu nie dowierzając w jego puste słowa. Mimo to chciała wiedzieć, chciała mieć pewność, że żyje i nic mu nie jest, że te jego balansowanie na granicy kiedyś się skończy. Ten jego ciągły krok od śmierci. Ostro żył. Wciąż chciała, aby był szczęśliwy. Czy tęskniła? Nie, nie tęskniła. Czasem po prostu brakowało jej tego poczucia wolności , które jej dawał, a którego brakuje jej w tym nowym życiu. On po prostu mówił : Rób co chcesz. Rób jak uważasz. Ale nie, nie w tym sensie, ze gówno mnie obchodzi co robisz i czego chcesz w życiu, on po prostu nigdy-nie-bywał - zaborczy. Nigdy! Bo ona mężczyzn, którzy próbowali trzymać ją krótko na smyczy omijała. Już taka była nieokiełznana i tylko on potrafił ją zrozumieć i ugłaskać. Tą jej szarpaninę, kiedy chwytała za aparat i gnała tam gdzie jest niebezpieczeństwo, gdzie ból, ludzkie nieszczęście, wojna i strach w oczach dzieci. Wciąż była dobrą reporterką, nawet bardzo.
Przymknęła oczy i pomyślała o tych setkach emaili, które do siebie napisali. Jak ciężko czasem było utrzymać taki związek „za wszelką cenę”. Dopiero nie dawno zdała sobie sprawę, że to jej wina, po prostu brakło jej sił i to zakończyła. Krótko, dosadnie, jednym cięciem. Nie kocham Cię już ! Ale to nie była prawda, jej po prostu brakło cierpliwości w tym wszystkim. Bo ile można czekać kiedy znikał i wracał do jej życia ponownie?? Wtedy pragnęła go naprawdę. Życia z nim, nieważne gdzie. Była gotowa na wszystko kiedy uciekała z nim w październiku. Kiedy musiała wracać do swojego życia kilka miesięcy później już nie była taka pełna wiary i optymizmu. Jak to niektórzy mówią życie to nie bajka. Teraz się cieszy, że nikt już o to nie pyta, gdzie zniknęła i z kim. Odpowiadała, że Egipt, że Turcja, przez moment Afganistan potem Rosja. Była w swoim żywiole, jak zawsze, tam gdzie się coś dzieje. Tematów nie brakowało. Setki nowych zdjęć do kolekcji pełne rozpaczy i emocji. Tylko czasem kiedy siedziała w brudnym pokoju hotelowym nadsłuchując skąd odchodzą strzały myślała o tym mieszkaniu na parterze. Pięćdziesiąt cztery metry ich wspólnego raju. Dwa pokoje bez mebli i zasłon, tylko gruby materac, mały przenośny telewizor i kosz na ubrania. Łazienka z małą wanną, kuchnia bez lodówki. Była zima, żywność chowała za oknem. To nic, najważniejsze, że wreszcie mogli być razem. Mogli zasypiać razem, tylko to się liczyło, ucho przy uchu słuchając jak przez cienką ścianę sąsiad brzdąka cicho na gitarze. Czasem ktoś ten koncert przerywał głośno waląc w rury. Echo wtedy niosło w całym pionie, a oni śmiali się do rozpuku. Czasem czytali razem leżąc pod kocem na materacu. Czasem po prostu pakował ją w starego fiata uno i jechali na poszukiwania skarbów, brali stary wykrywacz, który kiedy kupił od znajomego i łazili godzinami po polach i lasach. Na trzydzieste urodziny kupił jej nie najnowsze perfumy Natalii Portman lub Salmy Hayek, ale starą lampę na biurko. Żeby mogła pisać, także w nocy. Kochała stare rzeczy. Rano jak już wychodził, jeszcze taką zaspaną zawsze całował w brzuch, tak na dzień dobry i długo tulił na progu. Biegła potem przez całe mieszkanie, żeby jeszcze zobaczyć go z okna, jak odjeżdża. Kiedyś po prostu nie wrócił o stałej porze, ani w nocy ani na drugi dzień. A ona szalała z niepokoju, obdzwoniła wszystkie szpitale i posterunki policji w okolicy. Potem przysłał właścicielkę mieszkania, która skrupulatnie liczyła wszystkie klosze w mieszkaniu, stan licznika i opłaty do uregulowania za ostatni miesiąc. Jej świat się zawalił. Umowa najmu kończyła się i musiała się wynieść , właścicielka dała jej trzy dni. Trzy. Przez pierwsze dwa na zmianę przeleżała na podłodze pod kaloryferem , na podłodze pod oknem. Materac. Jak pies czekając na swojego pana. Trzeciego dnia posprzątała mieszkanie, umyła podłogi, zrobiła makijaż i wyszła zamykając za sobą drzwi. Klucze wrzuciła do skrzynki na listy tak jak obiecała. Tylko wychodząc przed blokiem nie zauważyła, ze jego samochód wciąż tam stał na parkingu przy drugiej klatce. To dopiero był smutny widok. Nie takiego życia sobie z nim wyobrażała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że znów zaufała i dała się ponieść emocjom. Zakochała się , ale to nie było prawdziwe jej życie. Teraz dopiero po latach w końcu poczuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi. Czasem tylko wydaje jej się, że udało jej się zapomnieć o wszystkim, a czasem wciąż go czuje między swoimi udami. Na plecach, jego dłonie znów we włosach. Tylko wtedy jej poduszka jest mokra od łez.

piątek, 27 stycznia 2012

"Może kiedyś ...."























M O Ż E K I E D Y Ś

Przez moment chciało jej się spać, zasunęła bambusowe rolety i rozsunęła dwuosobowe łóżko. Wyrzuciła z niego kolorową pościel. Dwuosobowe, ale tylko z nazwy, bo od dawno sypiała w nim sama, nie licząc porozrzucanych papierków po cukierkach czekoladowych, opakowaniach po chipsach, pilota, okularów i książek. Już od dawna po nocach wyła do księżyca sama. No, ale może kiedyś się w końcu uda … coś zmienić. Coś!
Opadła na pościel, patrząc w sufit zaczęła bawić się końcówkami włosów.
Przecież nie śpię sama- mruknęła sama do siebie- Śpię z telefonem komórkowym pod poduszką .
Od kiedy stałaś się taka ironiczna ? Telefon, ile to razy ściskała go z bezsilności pomiędzy swoimi udami? Ciskała nim o podłogę, przydeptując z całej siły obcasem, a potem biegła kupić drugi, droższy.
Bo ona już tak nie może dłużej…latka lecą .
Rzuciła pustym opakowaniem po bombonierce w kąt i przewróciła się na drugi bok.
W ust wyciekła jej czekoladowa strużka śliny. Otarła ją ręką . Kiedyś zapytała się go czy może liczyć na pierścionek zaręczynowy, niby tak w żartach. Zaśmiał się tylko swoim chrapliwym głosem. Wtedy tak naprawdę zrozumiała co ten śmiech może oznaczać. „Może kiedyś…”. Ale ona nie potrzebowała więcej banałów. Chciała konkretnych rozwiązań i życiowych decyzji.
Przecież jej samotność jest straszna. Nie rozumiał tego ?
Chciała z nim zamieszkać. Odprowadzać go wzrokiem do drzwi kiedy będzie wychodził codziennie do pracy, a potem rzucać się pędem do drugiego pokoju, żeby jeszcze przez moment pomachać mu przez szybę w oknie. A on z wdzięczności popatrzy na nią czule. Tak. Chciała takich szczegółów, drobiazgów, na których składałoby się ich wspólne życie. A on na wszystko zawsze miał czas…. I przez moment pomyślała, że jest po prostu wygodny. Że tak jest mu dobrze. Za dobrze ! Przygryzła wargę, usiadła na łóżku, spojrzała z niechęcią na telefon.
Czy lubi pani długie rozmowy telefoniczne?- Zwrócił się do niej patrząc jej prosto w oczy. Siedział naprzeciwko niej w przedziale i wpatrywał się w nią .
- Tak. Chyba tak - odpowiedziała zmieszana. Wracała wtedy do domu z wyjazdu służbowego we Wrocławiu. Była zmęczona i przytłoczona, a pod pachami materiał zrobił się lekko wilgotny, zawsze na zdenerwowanie reagowała gwałtownym poceniem się.
Podniosła wzrok. Jest miły- pomyślała.

I zrobił na niej wrażenie. Był oczytany, posiadał dużą wiedzę na różne tematy, łącznie z polityką świata. Zupełnie nie rozumiała tych muzułmańskich wojen, ich religii, a on rozumiał. Niezwykłe .W końcu podarowała mu swój numer telefonu, mając nadzieję, że zadzwoni.
Zadzwonił, zaraz po jej wyjściu z pociągu.
Od tamtej pory dzwonił codziennie.
Poranne smsy były jak rytuał „Witaj kochanie, wyspana?Ja biegnę do pracy. Miłego dnia. Całuję gorąco ” . I tak minęły cztery lata, pisania, czekania, telefonowania, obiecywania. Uzależnił ją od tych telefonów, nie mogła rozpocząć dnia, bez jego powitania. W pewnym momencie zrozumiała, że stworzyła sobie swój bezpieczny świat iluzji, w którym naprawdę tylko w tym świecie byli razem. W jej świecie wyobraźni gdzie nie było samotnych nocy i poranków. Była miłość, zgoda, harmonia, maleńki domek nad jeziorem, dzikie kaczki, a do morza tylko godzina drogi samochodem. Wieczory spędzali siedząc na schodkach, wdychając woń maciejki i obserwując od czasu do czasu przejeżdżające auta.
Poruszyła się bezszelestnie i wstała. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Była ładna przecież. Bzdura! Kompletna bzdura! Była zmęczona. Była zrezygnowana. Chlusnęła ze złością kubkiem wystygłej herbaty na swoje odbicie i przez moment spokojnie patrzyła jak brązowa ciecz spływa po meblach. Zaczęła się ubierać. Nie ! Nie będzie płakać ! Spojrzała na telefon. Dwudziesta trzecia dwadzieścia sześć. Jeszcze zdąży do stacji CPN, zamknięcie dopiero o godzinie dwudziestej czwartej. Jeszcze zdąży kupić kartę do telefonu. Zadzwoni. Powie! Powie o swoich rozterkach. Musi powiedzieć. Teraz!
Wybiegła na dwór, skręciła w prawo w wąską uliczkę, do stacji benzynowej miała zaledwie osiem minut drogi. Sypał śnieg. Przez moment wpatrywała się w skupieniu w swoje czubki butów, odwróciła się do tył i spojrzała na swoje samotne ślady pozostawione na śniegu. Zawsze ten widok wzruszał ją. To było takie dziwne. Cisza. Spojrzała na niebo. Księżyc tej nocy był piękny i świecił całą swoją pełnią. Był ogromny, ogromniasty. A ona miała wrażenie, ze patrzy wprost na nią. Zakręciła się na pięcie oczarowana, nigdy nie widziała takiego księżyca.
-Hej- usłyszała za sobą głos. Odwróciła się gwałtownie wystraszona. Pobiegła z całej sił przed siebie, to tylko jakiś drobny pijaczek, uspokajała się.
Po wyjściu ze stacji CPN i załadowaniu konta, wyciągneła telefon z brązowej, skórkowej torebki i czekała na połączenie.

- Słucham- odezwał się .
-Obudziłam cię ?
- Tak, właściwie to tak, zasypiałem. Stało się coś? –usłyszał szczekanie psa-Jesteś poza domem?
- Tak. Idę po papierosy.
- Po papierosy ? Przecież skarbie ty nie palisz ! –mówił szeptem, że ledwie mogła go usłyszeć.
- Palę ! Od dziś, a dokładnie od zaraz. Mam zamiar zacząć palić. Rozumiesz?
- Co się stało? Kochanie …-powiedział czule.
- Proszę cię…
- Nic nie rozumiem . Co się dzieje ?
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że wyjeżdżam. Na razie na jakiś czas. Nie! Na długo ! Już nigdy więcej do mnie nie dzwoń ! Mam dość tych idiotycznych złudzeń !
- Co ty mówisz ? Skarbie…
- Tak ! Właśnie tak . Powiedz mi …ty nigdy nie zamierzałeś tak naprawdę być ze mną, prawda ? Nie odpowiadaj ! Nie musisz ! Daruj sobie ! Cześć!- rzuciła jemu sucho do słuchawki, popatrzyła na telefon, drobny pijaczek zatoczył się z chodnika.
Rozłączyła się.
On usiadł gwałtownie na łóżku, odrzucił kołdrę . Zrobiło mu się duszno. Pomyślał, że wyjdzie do kuchni i napije się szklanki wody, to go uspokoi, a może coś mocniejszego nawet. Był zdenerwowany. Odruchowo poszukał papierosa. Popatrzył na swoją nagą, śpiącą obok żonę. Poruszała przez sen ustami, wyglądała tak bezbronnie z czarnymi włosami w nieładzie na poduszce.
- Kochanie co robisz ? Nie śpisz? Kto dzwonił ?
-Nie, nie …nic. To tylko pomyłka.
Pomyłka. Pomyłka .
Wstał . Boso poczłapał do kuchni. Spojrzał na wiszący zegar na ścianie.
Dwudziesta czwarta trzy.

Tego samego dnia, wieczorem pociąg z głośnym zgrzytem wtaczał się na peron.
Wstała i schowała pospiesznie do torebki swoje okulary w czarnej oprawie i wodę.
Wyglądnęła przez okno. Odetchnęła z ulgą.
Kazimierz Dolny. Na jej twarzy pokazał się uśmiech.
To tutaj, postanowiła, że ukończy swoją powieść. Miała przeczucie, że tym razem jednak się uda.

To stary tekst. Zalatuje banałem, ale co tam ...trochę jestem chora, jak mi się polepszy napiszę więcej co u mnie i w ogole. Zdjęcia z ostatniej tułaczki. Pozdrawiam odwiedzających. Houk !

"Może kiedyś ...."

wtorek, 2 sierpnia 2011

Samotność




O samotności nie mówi się głośno. O niej mówi się tylko w myślach i tylko w ukryciu, bo każda samotność jest inna i inaczej smakuje. Przemilcza się ją kiedy się jest pytanym smętnie odwracając wzrok, strzepując z rękawa jak natrętną muchę. Uciekając by za moment pozwolić jej wrócić. Uchylasz drzwi, znów wpuszczasz wraz z chłodnym powietrzem , więc powraca, zawsze jest twoim cieniem i dopada cię w najmniej spodziewanym momencie. Zadaje ciosy.
O samotności mówi się nie wiele. Wstydzimy się jej, nie jesteśmy wtedy ani super ani trendy. A co z tymi, którzy wcale nie chcą być trendy, ani tu ani teraz, którzy tylko poszukują swojej drugiej połówki. Im więcej poszukują tym bardziej czują się samotni nie rozumieją, ze to jeszcze nie jest ich czas. Ze jeszcze nie teraz. Jeszcze trzeba zaczekać. Tylko cierpliwości potrzeba nie bajora rozpaczy i wpadania w jeszcze większe poczucie winy i w jeszcze większą samotność . Nie potrzebne są tu łzy tylko czas …. Przecież nic nie można robić na sile. Tak nie wolno. Ale ona nie rozumiała znaczenia tego słowa, po prostu nie chciała być sama i już, bo to bolało. Wiec szalenie się zakochała, bo tylko on umiał uchylić jej nieba, pokazać ja światu tylko on rozumiał i spijał z niej cały ten ból. A ona już taka była z tą swoją wrażliwością co zabija i rani. Ktoś inny by powiedział - Samobójczyni ona tylko się bezgranicznie zadurzyła. Bezgranicznie zaufała, raz kozie śmierć.
Teraz po latach, kiedy zasypiali odwróceni do siebie plecami, ten mur milczenia , który wyrósł między nimi jest nie do pokonania, oni nie chcą o tym już rozmawiać , o tym co było kiedyś, co już minęło i nie ma szansy na powrót. Kiedyś sądziła, że będą już na zawsze razem i zawsze tak bardzo blisko tak jak wtedy w tym pierwszym ich ubogim mieszkanku, które wynajmowali gdzieś na parterze. Przestała wypłakiwać sobie oczy. Po prostu odchodzi każdego dnia i czeka kiedy odejdzie naprawdę. Bo Zycie wciąż ich zmienia, świat się zmienia. Rozstania już teraz są na porządku dziennym, ten odszedł do tamtej, tamta do innego, każdy radzi sobie jak umie. Ale ona tak nie potrafiła. Nie chciała ! I tkwiła w tej swojej skorupie skrywając się w niej każdego dnia coraz bardziej. Ktoś inny pomyślałby, ze jest jej tak z tym dobrze. Ze ma święty spokój i nie musi o niego już dbać tak jak kiedyś, ani o siebie. Po co patrzeć w lustro ? Każdy dzień jest taki sam. Tak samo smakuje tylko zmieniają się pory roku. Dziś opadną liście, jutro spadnie śnieg, pojutrze zakwitną kasztany. Nic się nie zmienia. Wszystko jest przewidywalne. On jest przewidywalny, bo wiesz, ze już niczym nie potrafi cie zaskoczyć. Znasz ten dotyk na pamięć. Nie ma w tym nic romantycznego. Razem a jednak osobno. Próbujesz sięgać pamięcią i przywołać te dobre chwile, upojne. Nic, pustka tylko łzy cisną się do oczu. Któregoś dnia przyjdzie z pracy, znajomo zrzuci buty i niepewnie rzuci w jej stronę. Ze odchodzi, bo ma tego dosyć. Ze to nie życie, ze on już nie może tak dłużej. Ze czuje się przy niej samotny. Ze nic już ich nie łączy, bo nawet dziecka nie mają i mieć już nie będą . Ze kogoś poznał, ze pokochał. I zapadnie długa bezgraniczna cisza. Nie chcę na ciebie patrzeć! Wynoś się tylko rzuci w jego stronę. Ona wie, ze jeszcze tego samego dnia się wyprowadzi do niej. Wtedy poczuje samotność dogłębną, ta która wgryza się w umysł, która poraża, obezwładnia, nie możesz zrobić nic. Po prostu nic, ale ty musisz nadal żyć, na przekór światu. Na przekór wszystkiemu by zamknąć się jeszcze szczelniej w swojej skorupie, nie próbując nawet szukać kogoś innego. By to przeżyć, poznać siebie, przeboleć, przepłakać, przespać , odbić ć się od dna. Jeszcze nie wie kiedy, ale rozbłyśnie światełko w tunelu. Jeszcze nie wie kiedy ale narodzą się nowe marzenia, pojawią się inne twarze w jej życiu. Jeszcze tego nie wie, ale wszystko zobaczy w innym świetle i zrozumie, ze samotność to nie tylko ból, ze jest częścią niej samej nierozłączna, ze potrafi być nie tylko cierpieniem, ale i błogosławieństwem. Ze należy się z nią oswoić, nawet polubić tylko w ten sposób można przeżyć….

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Motyle zycie (fragment )



"Motyle życie" (fragment)

JAKUB

Opadł z ulgą na łóżko w pracowni nie zapalając światła, było kilkanaście minut po północy. Siedząc z nią w pokoju poczuł zmęczenie, miał wrażenie, że uszło z niego życie, jak powietrze z dmuchanego pajacyka. Siedzieli tak w półmroku, on dolewał im wina. Patrzyła chciwie jak spokojnie jego palce zaciskają się na poręczy fotela. Na jego skronie. Chłonęła każde słowo czytając mu z ust, bo i tak przecież nie rozumiała o co znów ją pyta. A on pytał, o miejsce urodzenia i ostatnie spędzone wakacje, o matkę, siostrę czy taką ma, o tytuł ostatnio przeczytanej książki i czy lubi gotować, podróżować, kiedy ostatni raz była na seansie w kinie i w kościele. Opowiadała spokojnie, by za chwilę już nie pamiętać, ile w tym co mówiła było prawdy, a ile kłamstwa. Bo przecież do kościoła nie chodzi i do kina, ale chętnie chodzi na cmentarze, przechadza się po nich oglądając zdjęcia zmarłych na nagrobkach, paląc znicze i papierosy wymawia zaklęcia i prosi o wieczny odpoczynek dla nich.
Potem ona pytała jego i czekała, aż on da jej do zrozumienia, że przekracza wszelkie granice. Ale nie dawał. Więc pytała coraz śmielej o pobyty na biegunie i o stary młyn, w którym mieszkał, o rodzinę, o kobiety w jego życiu i czy malował ich akty. I czy sprawiało mu to przyjemność?
I tym razem to ona przewiercała jego na wylot. Ciemny sweter z przydługimi rękawami, które opadały mu na dłonie kiedy wstawał i szare schodzone jeansy. Brązowe kapcie. Patrzyła na jego włosy. Od czasu do czasu dotykał ich.
Zastanawiała się czy tak jak ona w zamyśleniu ma zwyczaj bawić się ich końcówkami i kiedy ostatni raz był u fryzjera. A może to ona powinna mu je podciąć?
W pewnej chwili nachyliła się nad nim dotykając jego głowy.
Nie był zaskoczony. Czuł jak jego włosy przesypują się przez jej palce, jak sypki piasek na plaży...,powoli, powoli. Jak mierzwi je, jak dotyka, gładzi, muska ustami i sprawdza ich gęstość rozgniatając w swoich szczupłych palcach jak proszek. Każdy włos z osobna. A ona tylko chciała smakować go i poznawać. Uczyć się go powoli jak układu okresowego pierwiastków stopniowo każdego dnia dowiadując się o nim nowych rzeczy.Wiesz Jakub podetnę ci je -powiedziała z uśmiechem.
I opowiedział jej, że stacja badawcza to jego drugie życie. Albo pierwsze. Odwracając kolejność, bo przecież po za biegunem ma jeszcze swój młyn w otulinie, swoje obrazy, książki i brata. Że pracuje dla Polskiego Instytutu Polarnego, zbiera dane, które pomagają badać globalne ocieplenie. Że przygotowuje się do kolejnej wyprawy, a trasa będzie biegła od Rosyjskiego przylądka Arkticzeskij do wyspy Ward Hunt w Kanadzie, przez Biegun północny. Że planuje wyruszyć w połowie marca przyszłego roku, aby zdążyć przed nocą polarną i, że zbiera jeszcze fundusze na tą wyprawę.
O Martynie mówił niewiele.
Pierwszy raz zobaczył ją na zajęciach. Była jakby z innego świata, z innej bajki. Pamiętał. Deszczowy poniedziałek, od rana lało jak z cebra i ciężkie chmury wisiały tego dnia nad Krakowem. On był wtedy na drugim roku, otwarty na wszystko i pełen nadziei. Nieśmiało weszła do sali, w którym uczyli się rysunku. Wysoka, bardzo szczupła, mokre od deszczu włosy, stopy w przemoczonych butach na płaskim obcasie z wężowej skórki, nie pasujące do pogody.
Przecież był październik, a ona w letnich butach. Odgarniała co chwilę włosy. Były długie, poskręcane, zniewalające.
Nie mógł oderwać oczu. Jak szczeniak.
Usiadła na stole, wcześniej zdejmując przemoczone pantofle, czarne pończochy i pas wraz z ubraniem. Była piękna.
I wcale nie czuła się taka naga, z tym swoim nieprzeniknionym, zwierzęcym wyrazem twarzy. Nikt nie wiedział co czuła. Nikt nie chciał się nawet tego domyślać. Czy było jej wstyd? Czy było jej zimno? Na jej ciele był brak gęsiej skórki. Siadła twarzą do studentów podkurczając nogi, jedną ręką opierając się o blat stołu i przenosząc na nią swój ciężar . Ciężkie od deszczu włosy opadły na lewą pierś, a po niej strużką spływały krople. Przyglądał się tym spadającym kroplom oczarowany licząc je. Jedna, druga, czwarta , piąta..., nie mógł oderwać wzroku, przewiercając jej twarz i kruche piersi na wylot.
Pamiętał, że mógł je obie schować w swoich dłoniach. Były tak małe. Z brodawkami jak ciemne punkciki na białym tle. Lubił tak zasypiać z dłońmi na jej piersiach, co chwila pocierając jej sutki wewnętrzną stroną kciuka. Specjalnie to robił by wydobyć z niej cichy pomruk, przy tym czule całując ją w czoło co ogromnie ją zawsze bawiło.
Kojarzyło jej się to z ojcowskim pocałunkiem, a przecież była od niego starsza. Była dla niego jak siostra.


Pozowała im często na zajęciach, taka zamknięta w sobie, bez uśmiechu, taka mroczna. Ze swoją bladością, splątanymi włosami i mocnym makijażem wyglądała jak Amy Lee. Pojawiała się i znikała. Mało kto ją znał i też nikt nie wiedział skąd pochodzi. Jakub też nie, bo ona niechętnie mówiła o sobie. Po co? Przychodziła, rozbierała się i wychodziła. Zawsze była taka zamknięta, od samego początku. Jego doprowadzało to do obłędu. Do rozpaczy.
Tamtego dnia wystarczyło, że na nią spojrzał i wiedział, że chce odejść. Że odchodzi..., naprawdę .
Bo tak na serio nigdy nie była jego i nigdy nie miał takiego poczucia, że jest z nią. A ona, że jest z nim.
Co z tego, że z nim sypiała? I tak nie wiedział co ona do niego czuje. A on wszystko już robił z myślą o niej. I z myślą o niej kupił też młyn. Dla niej zdobywał płyty i filmy. Malował, biegał z nią na wystawy fotografii, malarstwa.
Do teatru. Do lekarzy . Dla niej też gotował i dbał o swoją kondycję. I zanim kupił cokolwiek, czy miał być to nowy zapach do łazienki czy kolor koszuli, zawsze pytał się o jej zdanie. Zatracał się w tym zupełnie. Martyna! Martyna! Powoli przestawał być sobą .
Teraz nie pamiętał już czy płakał po jej wyjściu czy dopiero zanim wyszła, tak cicho w tych letnich pantoflach z wężowej skórki, które nosiła . Który to był rok?
Kiedy odeszła wszystko uległo zmianie .
Muzyka. Smak potraw. Pory roku .Nic nie cieszyło .
Dopiero na biegunie odetchnął, z ulgą wyrzucając z siebie tą miłość. Pozbywając się jej jak ciężkiego balastu . Tam nie tylko mróz hartuje ciała .
Również umysł.. Emocje . Pragnienia .
Tam poczuł się wolny .

sobota, 23 lipca 2011

Wszystko trzeba przezyć




Już taka była jak rozpędzony pociąg nad przepaścią i ciężko było ją zatrzymać przy sobie na chwile. Albo na zawsze. O tym nie mogło być nawet mowy, ona nie chciała już nigdy więcej do nikogo należeć. Ani jej ciało, ani umysł, ani dusza. Wiedziała, ze to nie jest dobre ani dla niej samej ani dla mężczyzn, którzy próbowali zatrzymać ją przy sobie, przecież lata lecą , czas nie ma dla nikogo litości i dla niej także, zbliżała się powoli do czterdziestki i warto byłoby pomyśleć o czymś na stale. O kimś, może nawet o dzieciach, ale ona ze wstrętem odpychała ta myśl od siebie jak natrętną muchę. Czuła, ze nie nadawałaby się na matkę.
W przypływie uczuć , w chwilach słabości, czasami udawało jej się wrócić myślami do dzieciństwa. Były takie miejsca dokąd była zabierana przez babcię, tylko ona ją rozumiała albo i nie, bo kiedy zaczęła dorastać wszystko się zmieniło i jej samotność coraz bardziej zataczała krąg wokół jej osoby. Ale ona miała swoje książki, to były jej dzieci. Miała te swoje słowa, które żyły w niej od zawsze, które były niczym plew, chwast , ciężar a jednocześnie błogosławieństwo, koiły jej dusze, sprawiały, ze czuła się jeszcze potrzebna. Umiała pisać. Umiała tez słuchać ludzkich historii, by potem przelewać to wszystko na papier.
Wstała prostując nogi poprawiła krotką spodniczkę i podeszła do okna. W przedziale pociągu paliło się słabe światło. Była sama. Oparła głowę o brudną szybę. Stuk – stuk- stuk –stuk… pociąg mknął , poczuła ten bieg, ta siłę, przymknęła oczy, wspomnienie tamtego dnia ożyło w niej traumatycznie. Był wieczór , październik, wracała ze swoich reportaży zbierała materiał do kolejnej pracy zazwyczaj interesowali ja zwykli ludzie, klasa robotnicza. Już z daleka dostrzegła mocne światła neonów i lamp dworcowych, kierowała się ulicą Suchą na przeciw wejścia tylnego, od południa po przeciwnej stronie peronów. Dworzec ten miał tylko pięć peronów, cztery podwójne i piąty pojedynczy z jednym torem. Z peronów tych zawsze prowadziły dwa wyjścia. Jedno w kierunku tunelu łączącego ulicę Suchą z Piłsudskiego, gdzie często można się było natknąć na miejscowych narkomanów i tunel główny, który prowadził do głównego budynku i hollu dworcowego. Peron piąty wieczorami często był opuszczony i mało kręciło się na nim podróżnych. Jeśli szukała samotności to tylko tam. Tam siadywała na zielonej ławce, noga na nogę, w ciszy i w skupieniu paliła papierosy. Tam tez marzyła a może tylko próbowała marzyc. Bo czym były te jej male marzenia jak nie małymi tęsknotami, ona nie pragnęła rzeczy wielkich, ona poszukiwała rzeczy małych. Uczyła się cieszyć drobiazgami. Zdarzało się też, że ukrywała się na trzecim peronie, gdzie Wajda odsłonił w 1997 roku tablicę pamiątkową. Niewiele ludzi wiedziało, że na trzecim peronie 8 stycznia 1967 roku wracający z planu zdjęciowego Zbigniew Cybulski usiłował wskoczyć do ruszającego pociągu, skok ten mu się nie udał i aktor zginął pod kołami.
Ona kiedyś też próbowała tak skoczyć, jej się udało, bo została do niego po prostu wciągnięta przez innego pasażera, a pociąg z piskiem wtedy zatrzymał się. Wszyscy podróżni przez okna wychylali głowy i przez wszystkie wagony jak błyskawica w panice przeszedł szmer :"Co się stało ? Czemu stoimy ?". Ktoś potem powiedział, że jakaś młoda kobieta próbowała popełnić samobójstwo, ale przecież nie zupełnie tak było .
Ona po prostu spóźniła się na pociąg.
W ślad za nią ruszyli sokiści, ukryła się w toalecie siedząc na obskurnej desce klozetowej z przymkniętymi powiekami liczyła stacje. Stuk- stuk, stuk- stuk stuk-stuk. Pociąg jechał . Ile była w stanie tak ujechać ? Wysiadła na piątej.
Usłyszała hałas rozsuwanych drzwi, ktoś wszedł do przedziału, otworzyła oczy i odwróciła głowę. Wolne ? - usłyszała.
-Tak, tak – proszę.
Był młody, przystojny z delikatnymi rysami twarzy i trzydniowym zarostem. Właśnie takim jak lubi. Ciemne dłuższe włosy opadające na twarz i szare oczy. Ciekawa kompozycja pomyślała. Przyglądając się jemu poczuła tęsknotę, zbyt długo była już sama. Ile to już minęło od ostatniego rozstania ? Ona już nigdy nie będzie w stanie nikomu zaufać. Nigdy.
Janek był miłością jej życia. Marzec 2007 rok, zadzwonił po godzinie 23.00. Tamtego wieczora to była ostatnia ich rozmowa telefoniczna. Jakieś Pol roku wcześniej napisał w emailu : „Zadzwoń kiedyś to pogadamy, nie ma o czym prawda?”. Lubił ironizować. Lubił jej dogadywać, był bardzo pamiętliwy, ale znal ja jak nikt, znal ja bardzo dobrze, z tonu jej głosu potrafił wyczuwać jej nastroje. Znal jej słabości, wiedział co czuje, o czym marzy, jaka jest. Przecież musiał wiedzieć. Musiał, a jednak nie potrafił być z nią. To bolało. Myślała, ze będą razem. Już na zawsze. Żeby on wiedział co wówczas czuła. Była jak w letargu, pogrążona w drzemce, jak w jakimś urojonym przez samą siebie świecie, pełnym ideałów. Mały domek na wsi, z którego okna na pierwszym piętrze przy bezchmurnym niebie, widać taflę jeziora. Naprzeciw domku, po drogiej stronie ulicy, kościelna szesnastowieczna wieża z czerwonej cegły. Przed domkiem schodki i płot. Przy płocie rosną słoneczniki, pachnie maciejka, a do jeziora jest dwadzieścia minut drogi piechotą. Jeszcze będąc dzieckiem wyrysowała sobie taki obraz na kartce, a potem wyryła w swojej głowie. To była jego wina, niepotrzebnie rozbudzał w niej te marzenia. Tamtego wieczora płakał. Na początku nie mogła się zorientować co mówi. Jeden bełkot. Tylko zrozumiała, że zaraz przyjedzie po niego policja, że zrobił coś strasznego, do dziś nie wiedziała co. Potem się zorientowała, że jest kompletnie pijany i wściekła się. Dzwonił jeszcze kilkakrotnie tamtej nocy. Nie odbierała.
W przedostatnim emailu, nazywała go „oczyszczającym”, przepraszał ja , za swoje zachowanie. Jak napisał po rozstaniu z nią , rzucił się w wir zabaw, koncertów, towarzystwo kolegów. Zawalił kilka spraw związanych z ojcem i skasował kilka aut. Jak to określił dosiągł dna. Pamiętała, ze wcześniej jak powiedział, że nie wierzy…., że to nie ona….
- Ty, nie jesteś zdolna do czegoś takiego. Byłem ciebie pewien jak nikogo innego.
To było zanim mu powiedziała, że chce się zacząć spotykać z innymi, że ma dość czekania.
Trzy lata! Ze tylko obiecuje i tylko na obietnicach się kończy ! Ze tyle czasu go już nie widziała, że nawet zapomniała już jak wygląda. Miała nadzieje, że zrozumie. Nie zrozumiał.
- Dałaś mi strzała!- to było jego ulubione określenie.
Ona tego nie planowała.
Ona po prostu pozwoliła jemu się tylko obudzić. Jemu i sobie, z tego letargu. Miała dość jego ciągłego obiecywania, półtora roku się nie widzieli, nic tylko ciągle rozmowy przez telefon, a ona po prostu chciała się z nim widywać, chciała z nim żyć.
Chciała tkwić przy nim, założyć rodzinę, zostawiając go chciała zmusić go do działania, żeby zrozumiał ile ona dla niego znaczy, ale skutek był odwrotny. Pokłócili się i to bardzo. Rozstanie było bolesne. Wtedy zrozumiała, ze nie ma szczęścia w miłości i postanowiła być sama.
Teraz nie potrafiła inaczej o nim myśleć jak bezosobowo. Nie wiedziała czemu, wymawianie jego imienia nawet w myślach sprawia jej ból.
Drugi kwietnia. Jego urodziny. Zostawiła mu krótką wiadomość na poczcie z życzeniami, nie będąc pewna czy przeczyta, przecież nie mieli z sobą kontaktu od maja ubiegłego roku. Napisał- podziękował za pamięć i w ogóle. Napisał też, czy może mu dać numer telefonu, bo chciałby jej tyle opowiedzieć, a ma problem z pisaniem. Zawsze tak mówił: ” Chciałbym ci tyle opowiedzieć”. Zawsze ja tym rozczulał.
Zadzwonił na drugi dzień, była akurat w pracy. Z początku nie poznała go po głosie.
-Kto mówi?
- No jak kto? Janek …
Paula mu zalała laptopa, dlatego ma problem z pisaniem. Na początku nie zrozumiała, przecież córka jego ma na imię Zuzanna. I dowiedziała się, że Paulina to ta „obiektywna” z teraźniejszego związku. Że teraz mieszka gdzieś tam na „G”, nawet nie pamiętała nazwy, potem, że wyjeżdża do Meksyku, do Michała do Ameryki, Nowej Zelandii, bo przecież kiedyś tak sobie wymarzył. Ale zapomniał, że o tym kiedyś marzyli razem. I do Kenii. Że spełnia swoje marzenia i otwiera sklep z antykami. Że dobrze zarabia i w ogóle wszystko super. Imprezy i koledzy. A najbardziej zabolała ja ona. Paulina.
-Bo wiesz, to jest taki związek, w którym ciągle się kłócimy, o wszystko- opowiadał-A jak tam ci się ułożyło ?-zapytał. Nie odpowiedziała. - Ale nie masz do mnie żalu? –zapytał.
Nie! Nie! Nie mam ! To nic, że zabrano mi trzy lata…to nic; Wszystko przecież można przeżyć. Po jego telefonie dwa dni chodziła jak w rozsypce. To nieprawda, miała żal i to jeszcze jaki ! A największy do siebie, jak mogła być tak naiwna ??? No jak ? Potem stanęła twardo na nogi skupiając się tylko na pracy, wyrzucając ze swojego umysłu wszystkie za i przeciw, wszystkie wspomnienia, obietnice, porażki. Lepiej być samej – myślała, tak jest bezpieczniej.
- Pani płacze ? – usłyszała glos mężczyzny z przedziału. Wszystko dobrze ?
- Tak. Tak. Przepraszam. To nic, coś musiało wpaść mi do oka, jak otwierałam okno - wyrzucając z siebie słowa chaotycznie. Czuła, ze on się jej przygląda. Był młodszy, to pewne. Ile ? Góra siedem, osiem lat. To tyle samo co jej matka jest starsza od jej ojca. Uśmiechnęła się do niego.
- Pan daleko ? – zagadnęła.
- Tak do Warszawy.
I opowiedział jej, ze pochodzi z malej wioski z okolic Wrocławia, ale tam w Warszawie ma teraz drugie Zycie. Inne, niekoniecznie lepsze, bo przecież ciągle siedzi na walizkach, ale z pewnością inne. Ze jest artystą, garncarzem czy z kimś takim. Ze robi to co kocha, o czym zawsze marzył i ma swój warsztat, ale pracuje w rożnych miejscach Polski . O garncarstwie wiedziała nie wiele wiec zaczęła pytać. I z fascynacja opowiadał o glinie, jaka powinna być, aby osiągnąć taki stan by nadawała się do obróbki. O kole garncarskim, o wypalaniu w piecu, o temperaturze, farbach i zdobieniach. O zaletach i ile mu daje fascynacji rzemiosło, które wykonuje. Z wdzięcznością słuchała jak oczarowana.
-Wie pan co ? Mam pomysł, opowiada pan tak fascynująco, jestem redaktorem, zgodzi się pan na wywiad ? Zgodzi, prawda ? – zapytała głęboko patrząc w oczy. Musi się pan zgodzić. Kiedy będzie pan w okolicach Wrocławia proszę do mnie napisać. Szybkim ruchem wzięła jego dłoń i na jego nadgarstku zapisała swój adres email. julia.bodziuk@ wp.pl. wszystkie litery z malej, proszę pamiętać o mnie. Ja już musze wysiadać, to fascynujące o czym pan opowiadał, naprawdę ….
Pociąg powoli wtaczał się na peron. Ostatni uścisk dłoni. Uśmiech i pobiegła przed siebie. Poczuła, ze Zycie jest nieprzewidywalne, ze nie warto rozdrapywać ran i pielęgnować w sobie bólu do upadłego, ze i tak zbyt dużo straciła czasu na cierpienie nie potrafiąc się Cieszyc z tego co ma. Że ma jeszcze swoją pasję, skończy pisać książkę i zacznie pisać następna, ze może kupi sobie aparat, bo zawsze chciała robić zdjęcia. I że wyjedzie do Nowej Zelandii . Sama. Bez niego bo przecież jest już pogodzona sama z sobą, z samotnością i z bólem, to nic, ze w domu czeka na nią tylko złota rybka i stos poczty elektronicznej, ze ona i tak odnajdzie swoją drogę i będzie szczęśliwa. Ze tylko to się teraz liczy. Sama zaplanuje kupno domu, będzie mieć mały ogródek , będzie grzebać się w ziemi. Wreszcie zrozumiała, ze sama może sobie dać to poczucie bezpieczeństwa o jakim wciąż marzyła. Poczuła taki entuzjazm, wielka sile, od dawna tak się nie czuła.
Za Pol roku przypadały jej trzydzieste szóste urodziny. Na Face bok dostała dziwną wiadomość od nieznanego nadawcy Jack. C. Kasprzyk. Zrobiło jej się gorąco na sama myśl, ze to mógłby być on. Janek …
W liście nie od razu ją przepraszał za wszystko, ale najpierw delikatnie złożył życzenia i prosił ją o kontakt. Potem dowiedziała się, ze Paula zostawiła go trzy miesiące temu, ze teraz jest sam, ze cierpi i że jest w strasznym dołku. I ze próbuje odnowić stare znajomości, ze popadł w tarapaty. Błagał ja o kontakt zostawiając swój numer telefonu. Zamyśliła się jeszcze chwilę kilka razy czytając wiadomość. Nie cieszyła się z tego, raczej zasmuciło ja to. Jak to mówiła jej babcia :”Ze wszystko trzeba przeżyć”. Najechała myszką. „ Usuń wiadomość”, po chwili przeczytała „Wiadomość została usunięta”. Spojrzała w prawy kąt pokoju na leżące tam walizki, pakunki, kartony i torby, ona już zdążyła przewartościować swoje Zycie i odciąć się od przeszłości, czekania na cud, wybrała inne życie. Jutro wyjeżdża do Warszawy na kilka dni , na razie w odwiedziny, najpierw krotki wywiad i warsztaty fotograficzne, spędzonych razem kilka wieczorów, spacer po Łazienkach, a potem się zobaczy. W okolicach Giżycka nad samym jeziorem kupiła dom, za tydzień zaczyna go remontować. Za kilka miesięcy się do niego wprowadzi, posieje maciejkę, która będzie wdychać wieczorami, może nawet nauczy się łowić ryby. Już z utęsknieniem czeka na te wieczory.